Biegłam ile sił w nogach, przeskakiwałam przez wszystkie napotkane kamienie i gałęzie, nawet się za siebie nie oglądając. Wiedziałam, że już jestem wolna. Wbiegłam do lasu, mijałam drzewa, przeskoczyłam przez strumyk, aż straciłam poczucie gonitwy. Przysiadłam, cała zgrzana, i zaczęłam pić wodę. Usłyszałam czyjeś kroki, cofnęłam się w krzaki. Obserwowałam, to nie człowiek. Jakieś zwierzę... Pewnie pies. Wyszłam z kryjówki i rozglądałam się wokoło. Naprzeciwko, zza drzew wyszedł jakiś pies. Nie myliłam się, lecz nie znałam jego zamiarów. Pokazałam kły.
- Kim jesteś? - warknęłam ostrzegawczo.
<Jakiś pies?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz