Pokiwałem głową na słowa Juliett.
-Masz rację. Jak myślisz daleko nas zawiozą?-zapytałem, mam nadzieję że zdołamy uciec bo z kojca w schronisku nie jest najłatwiej. W duchu przeklinałem się za to że tak po prostu zasnąłem. Jak jakiś szczeniak! Stałem w mojej klatce gdy nagle kierowca ostro zachamował. Poleciałem pyskiem do przedu i przywaliłem nim w kratę.
-Co do jasnej opętało tego kierowcę?!-warknąłem w powietrze. Już nie jechaliśmy, wóż stał. Nagle otworzyły się drzwi, do bagażnika obok nas wsadzili psa. Był tak przestraszony że stał jak słup soli!
-Weź się rusz, ugryź go i uwolnij nas!-warknąłem na niego. On tylko skulił się i pisnął.
-Ale masz podejście do szczeniąt.-prychnęła Juliett.
-Tak czy siak nasza szansa minęła, teraz musimy czekać na kolejną.-westchnąłem, rzuciłem małemu wrogie spojrzenie i położyłem się. Ukradkiem rozmasowując bolący nos. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Ludzie próbowali nas zaprowadzić do kojców ale my jak kąpletne dzikusy (którymi jesteśmy) zaczęliśmy walczyć. W końcu ludzie byli pogryzieni a my zaczęliśmy uciekać.
-Chodź uciekaj!-powiedziała suczka do szczeniaka, on jednak zwiał do kojca.
-Debil.-mruknąłem. Razem uciekaliśmy jak najdalej od schroniska. Na szczęście mieściło się ono na końcu miasta więc na horyzoncie widać było nasz las.
<Juliett?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz