Gdy dotarliśmy, podziękowałam Zar'rockowi, ten jednak uparł się, że mi pomoże. Zabandażował mi łapę, ale gdy nią ruszyłam to jęknęłam. Podniosłam ją, zgięłam, po czym westchnęłam.
- Choco... Nie ruszaj się. - oparł, bez chwili namysłu.
- Ale ja nie mogę siedzieć w miejscu! - zawyłam cicho.
- Możesz. -uciął krótko.
Popatrzyłam się na niego z wdzięcznością, po czym, warknęłam.
- O co chodzi? - spytał znudzony.
- Wynoś się z mojej jamy! - wysyczałam.
- Co?
- Wiem! Wiem o tym! Wiem o wszystkim! Kochasz Juliett!
Zamurowało go, więc kontynuowałam:
- Mogłeś chociaż być szczery! Zrozumiałabym! Ale nie! Wolałeś... - głos mi się załamał. - Wolałeś to ukrywać! O-okłamałeś mnie! Jak mogłeś! Dałeś mi ślepą nadzieję! Postanowiłam się otworzyć, dla Ciebie! Jednak, nie, po co! Nigdy, przenigdy, nie zaufam żadnemu psu! Nie wierzę w miłość! Miłość jet głucha i ślepa... Opamiętałam się za późno! Zrujnowałeś wszystko... Zrujnowałeś mi przyszłość i życie! Zrujnowałeś mnie!
Przy ostatnim zdaniu, nie zważając na ból w łapie, zalałam się łzami i wybiegłam z jaskini.
<Zar'rock?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz