Kiedy rozmawialiśmy z Choco Juliett gdzieś odbiegła, początkowo nie zwróciłem na to uwagi ale Choco musiała iść, więc ruszyłem tropem suczki. Nagle zobaczyłem sarnią krew na śniegu i porozrywane ciała. Ciągnęły się tak wzdłuż tropu, kawałki wnętrzności leżały nawet na krzakach, w zaspach a krew była wszędzie. Czy to robota Juliett? Ale...dlaczego? Mięso nie było nawet jedzone... w końcu ją zobaczyłem, siedziała nad wodą wpatrując się w swoje odbicie. Czy ona była...smutna? Podszedłem do niej i usiadłem obok, mając nadzieję że jej furia minęła.
-Juliett...co się stało?-zapytałem spoglądając jej w oczy.
<Juliett?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz