Właśnie skończyłam jeździć na rampie, śnieg stopniał więc nie było przeszkody w tym. Słońce wyszło, postanowiłam iść do lasu. Tak więc założyłam skeatówkę by mnie słońce nie raziło. Usiadłam pod drzewem, usłyszałam szelest. Szybko wstałam i nastroszyłam uszy. Gdy nagle żucił się na mnie jakiś pies. Szybko go powaliłam i zaczęłam warczyć tym samym pokazywać zęby. Zmrużyłam lekko oczy i zaczęłam dyszeć jak wilk.
- Ajć! - Krzyknął.
Nadal dysząc trzymałam go przy ziemi.
- Puszczaj.
Mię reagowałam.
- Języka w genie nie masz?
Chwyciłam goc za sierść, podniosłam i przybiłam do drzewa.
- Weź mnie puść! Należe do tej sfory! - Warknął.
Puściłam psa, ten otzrepał się i stanął pewien siebie.
- Tyś to kto? - Szczeknęłam.
- Członek sfory. A ty? - Zapytał.
Zaczęłam krążyć w kółku. Powiedziałem niewyraźnie.
- Kava.
- Słucham?
- Kava! - Powiedziałem wyraźnie i głośno. - Nie Lubie zbytnio swojego imienia. A ciebie jak zwą?
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz