Gdy wybiegłam z jaskini, płacząc, i nie zważając na ból w łapie, miałam ochotę się zabić. Obwiniałam siebie za to, że byłam taka ślepa. Obwiniałam Zar'rocka za to, że nie był szczery. Obwiniałam życie za to, że nigdy nie było dla mnie dobre. Same nieszczęścia mi się zdarzały, od urodzenia. Porwanie, handlarz, śmierć King'a i Rosy, schronisko, prawie dwa samotne lata w schronisku, walka z handlarzem, rana na łapie, zdrada... Jedynym szczęściem było dołączenie do Sfory. I pokonanie handlarza. Byłam zła na siebie za to, że stchórzyłam i zwiałam z jaskini. Z własnej jaskini! Przez NIEGO. Warknęłam. Dotarłam tu:

Przestraszyłam się trochę, bo zaczął się sztorm, więc pobiegłam dalej, aż tu:

Usiadłam, choć rana na łapie piekła. Patrzyłam się na księżyc, na gwiazdy. Rozmyślałam, jak mogłam posądzić tak Zar'rocka. Teraz dopiero wiedziałam, że go... kocham. Chciałam to naprawić, ale jak?! Smutno popatrzyłam na swoje odbicie.
- Jestem zwykłym kundlem! - westchnęłam.
Podniosłam głowę do góry, po czym zawyłam. Wyłam, głośno, a mój głos, niczym melodia, rozchodził się po terenach sfory. Gdy przestałam, opamiętałam się i wyszeptałam trochę spanikowana:
- A jeśli ktoś usłyszał...?
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz