wtorek, 20 stycznia 2015

Od Choco do Zar'rocka

Przekrzywiłam głowę w śmieszny a zarazem słodki sposób, jak to mówił Argon. Czekałam, w spokoju, aż Zar sobie pomyśli, po czym, gdy minęło jakieś 10 minut, odezwałam się.
- Zar'rock...? - odparłam pół głosem.
Nie odpowiedział, tylko popatrzył się na mnie.
- Zar...?! - odparłam.
- Tak? - potrząsnął głową. - Co?
- Ty jesteś raczej małomówny. - stwierdziłam.
- Ja? Dlaczego?
- Znowu...
- Ile?
- Nie wiem. - wiedziałam, ale nie chciałam mu tego mówić. - Zmęczona jestem.
- Ja też... Chyba... - westchnął.
- Czekaj chwilkę. - podbiegłam do okna, lało jak nie wiem.
- Będę się zbierać...
- Nie! Zostań. Leje, przemarzniesz i zachorujesz. - odparłam. Od kiedy ja miła? - Zostań.
- No... Dobra.
Wyciągnęłam drugie łóżko, i wskazałam mu je. Położył się, a po chwili zasnął. Ja leżałam na swoim łóżku, patrzyłam się to na niego, to w okno, to rozglądałam się po jaskini. Miałam zamiar poczytać, ale zasnęłam.
*Rano*
Obudziłam się wczesnym rankiem. Nie chciałam wstawać, lecz przypomniałam sobie, że mam gościa. Pobiegłam coś upolować. W lesie ujrzałam jelenia, chyba był stary, kulał. Zaczaiłam się, skoczyłam na niego i zaatakowałam. Nie byłam może wielkim psem, ale ze starym, kulejącym jeleniem nawet terier wygra. Za rogi zaciągnęłam go do jaskini, pewnie to trochę trwało, bo już był późny ranek. Weszłam i zobaczyłam, że Zar'rock nie śpi. Siedział na swoim łóżku.
- Dzień dobry, śniadanie podane. - odparłam.

<Zar'rock?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz